03 April 2020
Piotr Guszkowski
3 kwietnia 2020

 

Witajcie w Wakaliwood! W slumsach Kampali pewien reżyser amator kręci brutalne filmy na modłę kina lat 80. i porywa za sobą już nie tylko sąsiadów. Część miejscowych ma go wręcz za szamana. Czegoś takiego w trakcie kwarantanny jeszcze nie widzieliście.

 

Kryte blachą gliniane domy, otwarty kanał ściekowy, rdzawy pył unosi się nad drogą, w tle przechadza się koza. W scenerii Wakaligi, gdzieś na obrzeżach stolicy Ugandy, mężczyzna jednym kopnięciem wybija przeciwnikom pistolety z rąk. Zaczynają się bić. Nagle zza wiszącego na sznurze prania wybiega komandos, strzelając z karabinu maszynowego.

– Cięcie! – krzyczy uśmiechnięty pan przed kamerą.

To Isaac Godfrey Geoffrey Nabwana, w skrócie IGG Nabwana. Reżyser, scenarzysta, operator, montażysta i producent w jednej osobie. W dodatku samouk. Ze względu na sposób, w jaki pokazuje przemoc, okrzyknięty „afrykańskim Tarantino”. Na niebieskiej koszulce widnieje biały napis: Ramon Film Productions. Lub po prost Wakaliwood, od połączenia słów „Wakaliga” i „Hollywood” rzecz jasna.

 

Wakaliwood. Koza na planie filmu Isaaca Nabwany, zwanego 'afrykańskim Tarantino'
Koza na planie filmu Isaaca Nabwany, zwanego 'afrykańskim Tarantino'

 

Nabwana od 15 lat realizuje pod tym szyldem równie zwariowane, co brutalne filmy akcji. Właściwie bez budżetu. Jego największy przebój, „Kto zabił kapitana Alexa?” z 2010 roku, kosztował zaledwie 200 dol. Fabuła skupia się na walce komandosów z bezwzględną Tiger Mafią. Strzelaniny, pościgi po dachach, zasadzki w dżungli itd. przypominają podwórkową zabawę w policjantów i złodziei. W innych produkcjach pojawiają się kanibale, dziecięcy mistrzowie kung-fu, ugandyjscy „Niezniszczalni” i Swaaz – tutejsza wersja Arnolda Schwarzeneggera. Jak kino eksploatacji.

 

Wakaliwood, czyli "zaraz zobaczycie, jak to robimy w Ugandzie"


Na twórczość Nabwany trafiłem przypadkiem, czytając o tegorocznej edycji festiwalu SXSW, która została odwołana przez koronawirusa. Właśnie w Austin premierę miał mieć dokument „Once Upon a Time in Uganda” Cathryne Czubek i Hugo Pereza poświęcony fenomenowi Wakaliwood. Postanowiłem sprawdzić, o co tyle hałasu. Część filmów Nabwany szybko znalazłem na YouTubie.

Uwagę od razu zwraca podłożony komentarz. – Wspaniały z niego wojownik! – zachwyca się głos z offu. – Zaraz zobaczycie, jak to robimy w Ugandzie! – zapowiada triumfalnie scenę akcji i na wszelki wypadek, gdybyśmy zdążyli zapomnieć, przypomina raz jeszcze tytuł filmu.

 

 

Czyj to głos? VJ-a. Okazuje się, że bez niego w Ugandzie nie odbędzie się seans. Filmy puszczane są tam w prowizorycznych salach kinowych. A właściwie szopach, których ściany wyłożono kartonami i dyktą. Widzowie siadają na ławkach ustawionych rzędami przed ekranem telewizora lub białą płachtą do rzutnika.

Miejsce przy konsolecie zajmuje VJ (skrót od video joker), w ręku ma mikrofon. Nie tylko przekłada dialogi na lokalne języki, np. luganda, ale przyjmuje również rolę narratora.

Kiedy tempo zwalnia, rozentuzjazmowany VJ podkręca emocje. Żartuje, wcina się postaciom, dodaje własne kwestie. W humorystyczny sposób komentuje ekranowe wydarzenia, jakby to był mecz piłki nożnej, podpowiada bohaterom, co zrobić itd. – Uwaga, jesteś w niebezpieczeństwie! – ostrzega jednego z ulubieńców publiczności. – Za tobą! Strzelaj!

 

Isaac Nabwana. Reżyser czy… szaman?

 

Strzałów i wybuchów dodawanych w postprodukcji jest tu bez liku. Przyzwyczajonym do poziomu hollywoodzkich produkcji komputerowe efekty wydadzą się toporne, ale niektórzy Ugandyjczycy widzą w Isaacu Nabwanie… szamana. Nie potrafią pojąć, jak to możliwe, że z drewnianego karabinu wylatują kule. Jedyne sensowne wytłumaczenie? Czarna magia.

Pytany, ile filmów ma na koncie, Nabwana nie potrafi dać konkretnej odpowiedzi. Część bezpowrotnie utracił, gdy przerwy w dostawie prądu powodowały awarię komputera, inne sam usuwał z twardego dysku. Potrzebne było miejsce na materiał zdjęciowy do kolejnej produkcji. Przez lata Nabwana zmagał się z problemami z łączem internetowe po kablu. Dziś ma wi-fi. Lecz wysoka temperatura i dostający się wszędzie pył sprawiają, że komputer w takich warunkach wytrzymuje najwyżej kilka miesięcy, po czym trzeba go wymienić na nowy.

Jakim cudem filmami produkowanymi wyłącznie na ugandyjski rynek zainteresowały się media od „The Wall Street Journal” i „Guardiana” po „Playboya” czy Al-Dżazirę?

Duża w tym zasługa Alana Hofmanisa. Hofmanis był przez lata programerem festiwali filmowych. W 2011 roku znalazł się na życiowym zakręcie: dziewczyna zerwała z nim dwa dni po tym, jak kupił pierścionek zaręczynowy. Kiedy zobaczył trailer „Kto zabił kapitana Alexa?”, który stał się niespodziewanie viralowym hitem w sieci z milionami odtworzeń, postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Miał pieniądze odłożone na miesiąc miodowy. Kupił bilet lotniczy.

Dwa tygodnie później był w Kampali. Spotkany na bazarze sprzedawca DVD pomógł mu dotrzeć do reżysera, mimo że początkowo wziął mzungu (jak w dialekcie określa się białego) za agenta Interpolu. Po pięciu godzinach rozmowy byli dogadani. Hofmanis porzucił dolny Manhattan, by zająć się marketingiem, promować i rozwijać z Nabwaną studio.

Od tego czasu schudł ponad 20 kilogramów.

 

Wakaliwood od kuchni. Alan Hofmanis przygotowuje się do sceny, w której zostaje zjedzony przez kanibaliWakaliwood od kuchni. Alan Hofmanis przygotowuje się do sceny, w której zostaje zjedzony przez kanibali

Być jak Chuck Norris


Choć Nabwana nakręcił kilkadziesiąt produkcji, w prawdziwym kinie po raz pierwszy był dopiero we wrześniu zeszłego roku. Przyjechał do Toronto na zaproszenie organizatorów tamtejszego festiwalu filmowego, jego „Crazy World” zamykało sekcję Midnight Madness poświęconą kinu gatunkowemu.

Miłość do kina zaszczepił w Isaacu starszy brat przyrodni Robert Kizito, który po powrocie z każdego seansu relacjonował wszystko w barwnych szczegółach. Wspólnie spędzali godziny nad chińskimi magazynami poświęconymi kung-fu. W młodości naoglądał się w telewizji „Rambo”, filmów z Chuckiem Norrisem czy Bruce’em Lee oraz powtórek „Hawaii Five-O” (serial o specjalnej jednostce do walki z przestępczością na Hawajach).

Rodzina nie miała pieniędzy, żeby dokończył szkołę. Musiał znaleźć pracę, trudnił się wyrabianiem cegieł. Oszczędzał jednak na spełnienie marzeń o zostaniu filmowcem. W 2006 roku był w staniu opłacić sobie kurs obsługi komputera. Obróbki materiału filmowego uczył się na pirackim oprogramowaniu. Pierwszą kamerę pożyczył od sąsiada, skrzyknął przyjaciół. W kraju, gdzie nigeryjski przemysł filmowy nie ma takich wpływu jak w innych regionach Afryki, tylko na to czekano.

Geniusz z palnikiem wyczaruje karabin ze starej kosiarki

Salę prób urządzili w starym chlewie. Kawał zielonego filcu rozpięty na murze służy za green screen. Pracy ekipy filmowej przygląda się tłum gapiów. W produkcję zaangażowana jest lokalna społeczność. Mieszkańcy Wakaligi zostają dźwiękowcami, kaskaderami, szyją własne kostiumy. Łączą role przed kamerą z innymi obowiązkami na planie. Jak mechanik Dauda Bissaso, główny rekwizytor. „Geniusz z palnikiem” – tak go tu nazywają. Z części starej kosiarki, traktora czy innego złomu potrafi wyczarować replikę broni Rambo, profesjonalny wózek i kran kamerowy, a nawet kadłub śmigłowca.

 

Wakaliwood. Wystrugane z drewna naboje do blaszanego karabinu Daudy BissasoWakaliwood. Wystrugane z drewna naboje do blaszanego karabinu Daudy Bissaso

 

Za choreografię odpowiada Bruce U, który prowadzi szkołę sztuk walki dla dzieci, szkoli je na przyszłe gwiazdy. One także występują w filmach. Za darmo, jak zresztą większość tutejszych aktorów, którzy na co dzień zarabiają na życie w inny sposób, jako handlarze na targowisku albo boda-boda (motocyklowi taksówkarze). Mają też zagwarantowany procent od sprzedaży DVD. Najpopularniejsze rozchodzą się w dziesięciotysięcznym nakładzie. Na dolarze z każdej płyty można zarobić ok. 15 centów. Ale trzeba się spieszyć. Po tygodniu na rynku pojawią się pirackie kopie.

W 2016 roku Nabwana z Hofmanisem zrobili zbiórkę na Kickstarterze. Cel: 160 dol. Udało się zebrać ponad 13 tys.! Zainwestowali w sprzęt, mogli opłacić posiłki na planie dla ekipy. Kręcą też teledyski, w jednym z nich Alan zagrał Jezusa.

Zwiastun „Operation Kakongoliro! The Ugandan Expendables”:  

W Wakaliga Supa Store online do kupienia są m.in. płyty DVD z autografami, gadżety i ręcznie malowane plakaty. Prawie pięćdziesięcioletni Nabwana wierzy, że Ramon Film Productions zapewni miejsca pracy w jego biednej dzielnicy. Ale jak powtarza, to nie pieniądze, tylko pasja i zaangażowanie są potrzebne, by robić kino.

Przydaje się również kreatywność.

Bezpieczny seks? My tu kręcimy film

Nabwana często zagląda do placówki Czerwonego Krzyża. Pracownicy myślą, że promuje wśród rodaków bezpieczny seks, ale darmowe prezerwatywy przydają się na planie. Początkowo filmowcy stosowali krowią krew. Po kolejnych przypadkach brucelozy – bakteryjnej choroby odzwierzęcej – przestawili się na barwniki spożywcze.

Wypełniony czerwonym płynem kondom, do którego przyklejona jest metalowa podkładka, mocuje się taśmą na klatce piersiowej, ręce czy głowie aktora. W odpowiednim momencie ktoś pociąga za przyczepioną do nakrętki żyłkę wędkarską. Bum! Prezerwatywa pęka, leje się krew.

 

Wakaliwood od kuchni. Prezerwatywa wypełniona sztuczną krwią zostaje przyczepiona do klatki piersiowej aktoraWakaliwood od kuchni. Prezerwatywa wypełniona sztuczną krwią zostaje przyczepiona do klatki piersiowej aktora

 

Brutalność filmów made in Wakaliwood nie wzięła się znikąd. Stanowi odbicie burzliwej historii kraju i rzeczywistości, w jakiej upłynęło dzieciństwo Nabwany. Przypadło ono na krwawe lata dyktatury Idiego Amina oraz późniejszej wojny domowej. Reżyser ma w pamięci tamtą grozę: zwłoki na wysypisku, strach, kiedy żołnierze walili do drzwi albo wraz z bratem uciekali przez helikopterem. Do przemocy postanowił dodać jednak pierwiastek komedii. Przetrawiona przez zachodnie kino klasy B i azjatyckie filmy sztuk walki, staje się bardziej komiksowa.

Tematy Nabwana czerpie z życia i lokalnego folkloru. Jeden ze scenariuszy zainspirowały doniesienia o przypadkach kanibalizmu przy granicy z Tanzanią, inny nawiązywał do epidemii wirusa Ebola. Z kolei w „Crazy World” reżyser potępił proceder uprowadzania dzieci, Według wierzeń ich krew ma szczególną moc, dlatego wykorzystywana jest do rytuałów magicznych. W jednym z wywiadów Nabwana przyznał zresztą, że nakręcił ten film, żeby… zniechęcić potencjalnych porywaczy własnych dzieci...

 

Na youtube'owym kanale Official Wakaliwood dostępne są w całości „Kto zabił kapitana Alexa?” oraz „Bad Black”, a także zwiastuny, wybrane sceny i obszerne materiały wideo.

Comment

You must be logged in to comment. Register to create an account.